607 Numer jednostki specjalnej – Zapis 119

Sen z 15.07.2020

Byłam w mieszkaniu w bloku, na trzecim albo czwartym piętrze, moich koleżanek, które mieszkają w USA na stałe. Dziwnie tam było i nieporządnie, drzwi wejściowe stare i rozwalone, nie mogłam ich zamknąć w pewnym momencie, ale wreszcie trzasnęłam i zaskoczył ten zamek, ledwo trzymał, ale trzymał. Gotowałam coś na starej kuchni razem z ojcem, na blasze, raz nawet podkładałam drewno, takie duże polana, wielkie było to palenisko, a mieszkanie przecież w bloku. Gary były takie dziwne i wysokie jak dla gotowania zbiorowego. Jakieś danie z mięsem, sos jak do spaghetti kończyłam, bo dodałam nawet coś takiego białego ze słoika i z tego czerwonego sosu zrobiło się takie gładkie białe, nie było takie złe w smaku jak próbowałam. Jak gotowałam, to chciałam dodać jakieś przyprawy i otworzyłam szuflady pod tą blachą i zobaczyłam, że koleżanki trzymały tam jakieś syfy i nawet brudne majtki. Pomyślałam: co za obrzydliwe brudasy. W jednej z szuflad była taka paleta z kolczykami, wyciągnęłam i powiedziałam do osób, które były w tym mieszkaniu, że można to brać. Szkoda, żeby to leżało, zdjęłam nawet kolczyki, takie dwa aniołki, bo chciałam dać je córce.

Było jakieś zamieszanie z numerami telefonu, musiałam zdobyć dla jakiegoś policjanta, jakieś kontrahenta, wreszcie ustaliłam ten numer. Zapamiętałam, że zaczynał się na na 607. Ten agent powiedział, że nie powinien takiego mieć, bo to są numery zarezerwowane dla tej jego jednostki, powiedziałam, że mój się zaczyna na 607 i podałam mu cały swój numer.
Znalazłam się na lokalnej drodze, szłam z przyjacielem prawnikiem Radkiem. Na poboczu rosły piękne kwiaty w kolorze chabrowym, ale to nie były bławatki, chociaż tak pomyślałam. Za rowem na grządkach rosły te same, tylko że miały pełniejsze kwiatostany. Weszliśmy nawet na taką grządkę i ja rwałam. Jacyś ludzie tam byli, Radek coś tam chyba mówił, żeby nie rwać, ale odwróciłam się i schowałam trochę te kwiaty. Spróbowałam je, smakowały jak czosnek niedźwiedzi albo szczypiorek. Zobaczyłam, że stoję w warzywniaku, wszędzie były grządki małych roślinek, cofnęłam się na ścieżkę, żeby nie dreptać.